Nie teraz, to później...


Chodzę po moim ulubionym mieście - ciągle otumaniona i oszołomiona jet lagiem, nie bardzo jestem w stanie ogarnąć rzeczywistość wokół mnnie - tylko znajomy zapach wilgotnego powietrza pieści nos i ustawia do pionu - Azja, jestem tu, jest dobrze. Zawiesiłam się w tej przestrzeni i czasie - pomiędzy decyzjami, wyborami, miejscami. Czasami za dużo opcji, potem ich brak. Czas przelewa się pomiędzy mailami i rozmowami o pracę i nieustającym czekaniem - na odpowiedź, na rozmowę, na telefon, na wizę, na papiery... Ale to właściwie takie naturalne w Azji, to przecież świat, gdzie na wszystko czeka się ze spokojem i pokorą; czeka się zapadając w stan letargującego trwania - a odpowiedź przyjdzie, kiedy przyjdzie...
A ja wciąż nie wiem, co dalej, w która stronę pójdę. Wiec jestem tu i teraz - czekam. Trwam.