Uwieranie

Coś mnie tutaj na Bali gniecie, uwiera, nie pasuje. Niby wszystko fajnie, ale coś nie jest tak, jak być powinno. I to coś bardzo ważnego, międzyludzkiego. Dobrze ukryte pod lukrowaną powierzchnią.
I nie chodzi o tłumy turystów, ci wyjadą; nie chodzi o tłumy lokalsów, huk, zanieczyszczenie, miliony motorów i ogólną gęstość. Nie chodzi też o nadmierny rozwój i szybkie tempo życia. W sumie to samo bylo na Tajwanie.
Ale jest tu coś między ludźmi, czego nie było ani na Tajwanie ani w Turcji, a poczułam to pierwszy raz, niedawno, w Singapurze.
Coś w rodzaju bałwochwalczego uwielbienia białych, jakiegoś dziwnego poddańczego do nich stosunku, naturalnie przyjmowanej postawy poddaństwa, pokory i uleglości (to oczywiście nie ma nic wspólnego z wyciąganiem pieniędzy od turystów - to inny mechanizm).
Jestem tym zaszokowana.
Czyżby to były pozostałości po koloniach?

Stykam się z takim odczuciem po raz pierwszy i jeszcze go nie rozumiem. Tajwańczycy i w ogóle Azjaci uwielbiają białą skórę i marzą, żeby takową mieć, podziwiają, zazdroszczą ale bez uniżenia, bez chylenia głowy, tak jakoś normalnie. A tu, w Indonezji, tak własnie jest - poddańczo, służalczo z dodatkiem uwielbienia i podziwu dla białego.
Czuję to cały czas przez skórę i nie podoba mi się to bardzo. Ciężko mi żyć wśród ludzi, myślących w ten sposób.

Relacje międzyludzkie stanowczo nie są tutaj równorzędne. I bardzo mi to przeszkadza, bo nie mogę być sobą, nie mogę zachowywać się naturalnie. Jestem  od razu wstawiona do jakiegos pudełka z naklejką, która, tak naprawdę, nie wiem co implikuje. Jestem zmuszona do obrony zamiast skupiać sie na normalnym kontakcie.

Wydaję mi się, że nic takiego nie czułam ani na Sumatrze ani na Borneo, dopiero tu, na Bali. Ale może w tamtych miejscach bylam za krótko ? Czy może ma to związek z innym tempem zycia a może religią ? A może mi się tylko wydaje...

Nie potrafię jeszcze do końca wyrazić swoich myśli na ten temat, muszę to poobrabiać w głowie.

A tymczasem, mała historyjka.

Często, na plaży, Indonezyjczycy chcą robić sobie ze mną zdjęcie. Zawsze mam duże opory - bo co z tym zdjęciem później będzie ? Zawisnę u kogoś na facebooku  ? Na ścianie ? W pokoju ? W albumie ? Pokażą znajomym ? Po co ?
Z tego samego powodu ja nie robię lokalsom zdjęć z ukrycia/zaskocznia/ nieznanym.

Kolega, Indoenzyjczyk, opowiadał mi, że kiedy był mały nigdy nie widział białego, ale jego wujek miał zdjęcie z białym w salonie, na ścianie, oprawione w ramkę. I za każdym razem, kiedy odwiedzał wujka, z uwielbieniem wpatrywał się w to zdjęcie godzinami  i marzył, że on też kiedyś pozna białego...

Nie chcę wisieć u wujka w salonie ... ;)