Drobiazgi

Na początku nic nie jest łatwe ;)  Takie np. zakupy to jedna wielka wyprawa, bo trzeba zlokalizować odpowiedni sklep, co wymaga wywiadu środowiskowego; potem dopytać się  o drogę i  obmyśleć jak tam dojechać, nie dać sie zabić po drodze, zdołać zaparkować, znaleźć sklep a potem już tylko znaleźć to, czego szukamy, pośród tysiąca dziwnych rzeczy ;) Kupienie igły z nitką zajęło mi raptem trzy tygodnie ;)))

Śniadanie - na początku nie jadłam wcale bo nie miałam gdzie kupić (moge jeść tylko ryż, więc bułki nie wchodzą w grę). Po dwóch tygodniach zauważyłam mały stragan w głębi jednej z uliczek, gdzie rano sprzedają elegancko zapakowane śniadanko - ryż na liściu bananowca z dodatkiem kurczka w sosie curry z opcją smażonego jajka - tanie i pycha ! Po kolejnych dwóch tygodniach zauważyłam, że właściwie, kiedy jadę do pracy, to na poboczu tej drogi, stoją ludzie i sprzedają te śniadania z rowerów/motrów, tak średnio co 100 m!

Stopniowo życie tutaj staje sie coraz łatwiejsze... :))

Zwłaszcza od kiedy jazda skuterem to już nie dramatyczna walka o życie, a normalna walka o przetrwanie ;) Nie muszę już całej swojej uwagi skupiać na drodze i dopiero teraz zaczynam dostrzegać szczegóły wokół mnie :)