W końcu, kręta scieżką, docieram z powrotem do korzeni - nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, że kiedyś, zakochana w dżungli, pisałam jako jungle girl vel jungle cafe ;)
Za tydzień ląduje w jądrze zieloności. To moje ulubione zdjęcie, kwintesencja "dżunglowatości" a zrobiłam je parę lat temu w tajwańskich górach.
