Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, świat nabiera kolorów a z nim i Ewa :)
Pomarańczowe drogi, soczyście zielone pola ryżowe, błękitne niebo, czerwone papryczki i kolorowe tkaniny. Szarość zwyciężona.
Domy stopniowo nabieraja kształtów. Prostokątne chińskie pudełka do zapałek stopniowo zamieniają się w finezyjne, fantazyjne i piękne konstrukcje jak z czasów starożytnych Khmerów.
Ludzie wciaż z niejako dzikim spojrzeniem (jak kaukascy gorale), ale usmiechnięci od ucha do ucha, takim prawdziwym usmiechem :)))) Aż w sercu robi sie ciepło.
Jedzenie wypełnia sie smakami dżunglowych ziół i soczystymi kolorami. Gęsta zupa tom yam na mleku kokosowym z papryczkami chili, z lisciem kefirowym, trawką cytrynowa i całą masą woni, których nie jestem w stanie rozpoznać. Co za rozkosz !
Witamy w Królestwie Kambodży.




