Czyli aparat, dwoje rowerzystów i piękne, puste drogi = dużo zdjęć.
Spędziliśmy trzy wspaniale i wyluzowane dni w Kampocie i Dave pojechał dalej - w stronę Wietnamu. Ja tymczasem wypełniwszy tone aplikacji o prace, wyruszyłam dalej, z jak zwykle jedynie mocno mglistym planem.