Tajlandia

I tak sobie langsam, langsam dojechałam do Tajlandii.
Inny świat - cywilizacja pełną gebą - drogi asfaltowe z wielkim, szerokim poboczem.
7/11 co krok. Samochody przeważaja, rowery w ilościach śladowych, motorów mało a jeśli już to raczej turbo motocykle.

+ lokalne ryneczki z tonami boskiego jedzenia
+ jakoś tak wszystko łatwiejsze jest

- nie ma cukru w płynie, czyli soku z trzciny cukrowej - podstawy diety rowerzysty
- gorzej; nie ma kokosków na poboczu !
- ludzie bardziej obojętni, zajęci swoim życiem, swoim biznesem, swoimi sprawami


Parę dni, sporo dziwnych przygód, monotonna jazda w obezwładniającym skwarze. Mecz piłki nożnej i jarmark we wsi. Końcówka pociągiem.
I nagle inwazja świateł, kolorów, zapachów i dźwieków - Bangkok. Pad thai bez umiaru.