Pennang mnie zaskoczył. Byłam tam 7 lat temu i w mojej pamięci zapisał się jako małe senne miasteczko. No cóż, nic bardziej mylnego, to ogromne nowoczesne miasto z małym Chinatown - które już wcale nie jest takie senne (dziwne figle płata pamięć) - jest jak każda chińska dzielnica - głośna, ruchliwa, pełna ludzi,motorów i budek z makaronem i smażonym ryżem z zapachem kurczaka - poczułam się jak w domu. To znaczy, wziąwszy pod uwagę, że jestem pół-Tajwanką ;)
Street art by Ernest Zacharevic:
http://www.zachas.com/artwork/walls/
