Singapur - klaustrofobiczne, futurystyczne miasto jak z filmu science-fiction, gdzie naprawde mam wrazenie ze ludzie sa juz podlaczeni do matrixa - za chwile zaszyte chipy pod skora beda tu codziennoscia...
A z drugiej storny - duzo zielonego i krolestwo pieknego designu - zachwycajace !
Na ulicach KAZDY idzie z telefonem/smartfonem/ipadem/iphone/icokolwiekiem w reku, nie patrzac pod nogi... - zaznaczam - na ulicach !!! Bo to, ze w metrze, w autobusie etc to raczej normalne jest.
Natomiast NIKT nie ma czytnika e-bookow... nie widzialam ani jednego.
Randki i czas wolny spedza sie na zakupach, dine &wine albo zbiorowym bieganiu (sic!) przy czym z grubsza rozmowy przy stole dotycza dwoch tematow: pracy i singapurczykow - tzn biali najezdzaja na lokalsow a lokalsi na bialych.... czego dotycza rozmowy przy bieganiu to nie wiem, bo nie cierpie biegac, a winko lubie ;)))
Egzotyka - przystanki sa glownie taksowkowe a nie autobusowe - ludzie karnie ustawiaja sie w kolejke po taksowke.
