Natomiast jest dużym problemem tutaj tzn. w muzułmańskim kraju. Tak było w Turcji (i to właśnie mnie stamtąd wygnało tak naprawdę) i tak jest na Bali.
Lokalsi nie są w stanie zostawić mnie w spokoju, samej sobie. Muszą najpierw zanalizować i prześwietlić przybysza - ocenić, a potem kontrolować i monitorować.
Cały czas to czułam w Erzurum, czuję i tutaj - jestem nieustannie oceniana pod kątem wpływu na lokalną społeczność. Wszystkie pytania, których zadaja setki, (umiejętność drążenia tematu jest wręcz niewiarygodna) prowadzą do oceny i diagnozy. Kim właściwie jesteś ? Dlaczego nie jesteś mężatką? Czemu nie masz dzieci ? Co jest z Tobą nie tak ? Czy przypadkiem nie jesteś ladacznicą ? Czy nie jesteś po złej stronie ? Czy nie zasiejesz zgnilizny moralnej ? Czy nie naruszysz układu, który trwa od tysiacy lat? Czy nie zasiejesz nowych idei w umyslach młodych ? A może w ogóle nie wierzysz w Boga ? etc etc.
Bo być może, swoją indywidualistyczną postawą wobec życia, zasieje ziarno niepokoju w umysłach młodych, może będzie moja obecność potencjalnym impulsem do zmian. Może to będzie impuls, które spowowduje, że mechanizm działający od stuleci, zatnie się.
Tego właśnie się boją.
I dlatego muszą wiedzieć. Tutaj nie można tak sobie po prostu żyć poza nawiasem społecznym - tu MUSISZ być częścią społeczeństwa i przestrzegać setek zasad. Ich tak naprawdę moja osoba nie ciekawi wcale. Nie mają ciekawych, otwartych umysłów, nastawionych na kontakt i dyskusje, nie, ich jedynie interesuje mój potencjalny wpływ na lokalną społeczność.
Dlatego jasno zdałam sobie sprawę, że nie mogę w takim społeczeństwie zapuścić korzeni, mogę tylko obserwować przez jakiś czas, badać kulturę i społeczne zależności, podziwiać przyrodę etc etc ale swój "bubble" mogę mieć tylko albo w Polsce albo być może na Tajwanie.
No, chyba że w jakimś zupełnie nowym miejscu ;)