Policja na Bali to straszne hieny, tylko czają się na białasów ( na lokalsów zresztą też), żeby ich oskubać. Często robia naloty - staja w 10-u i zatrzymują każdego, sprawdzają dokumenty i szukają dziury w całym.
Ponad miesiąc udało mi się wtapiać w tłum, ale w niedzielę w końcu mnie zatrzymali - mają zalaminowane wykroczenia (po ang, z rysunkami) z ceną za każde ! Przekroczyłam białą linię na światłach, za to cennik wskazywal 200 000 Rp. (20$)
Wiedziałam, że zatrzymują często i żądaja łapówek, zwłaszcza w czasie Ramadanu albo przed świętami, kiedy potrzebują więcej gotówki - mam przyszykowany portfel w którym jest tylko 50 000, pokazałam więc, że mam tylko tyle - wzięli bez szemrania, zadowoleni. zazwyczaj ciągna kasę za brak międzynarodowego prawa jazdy i nieważne, że mam polskie na motor, musi być międzynarodowe.
Tak mnie to zapienilo, że gram w ich grę i właśnie kupiłam sobie międzynarodowe prawo jazdy (nie jest tu trudno o takie rzeczy) - teraz będą musieli bardziej główkować, żeby cos ze mnie wycisnąć.