Spokój

Chwilowo znalazłam.
Na Kalimantanie (Borneo), w zakurzonym, małym, wesołym miasteczku, na pograniczu dżungli i cywilizacji.

Każdego dnia budzę się uśmiechnieta. Jest mi dobrze.

Dobrze mi wśród tych ludzi - szeroko uśmiechnietych, przyjacielskich, życzliwych. I tym razem są to szczere i prawdziwe uśmiechy, prosto z serca. W całym miasteczku jest fajna pozytywna energia i takież wibracje. Bali wydaje się jakims koszmarnym snem, na szczęście coraz bardziej mglistym.
Moi studenci z radościa uczą sie i cieszą się każdym słowem. Są pełni zapału i entuzjazmu co jest bardzo ważne i sprawia, że i ja z entuzjamzem (sic !) chodzę do pracy i naprawdę cieszę się na nowe wyzwania.