Świtem

Lubię jechać o świcie, świat jest wtedy o wiele piękniejszy.
W porannym słońcu zawsze czuje dreszczyk emocji; mieszaninę straszków, ekscytacji i podniecenia. Ależ to będzie piękny dzień!








Jeden dzień nad morzem w zupełności mi wystarczył. Gna mnie dalej. Byle dalej :)
Ostatnie spojrzenie na plażę - tym razem po nie-turystycznej stronie:

Prom na stały lad i lunch w nadgranicznym, uroczym i kolorowym (?) miasteczku.

I to już koniec Wietnamu.
Cieszę się, ze mogłam przejechać Delte Mekongu - dzięki temu mam słoneczne, pełne uśmiechów wspomnienia ale nie sadzę, żebym kiedyś do Wietnamu wróciła, w każdym bądź razie, nie z własnej woli i ochoty.