Najbardziej lubię słuchać ciszy, ewentualnie szumu wiatru albo oceanu.
Niestety jestem w swojej pasji odosobniona ;)
Tysiące Wietnamczyków, a w zasadzie dotyczy to wszystkich Azjatów Pd-Wsch. - boją się ciszy. Żyją w huku, hałasie, na ulicach, gdzie biegną stada buczących vel ryczących ciężarówek, samochodów i motocykli. Tymczasem każde trąbnięcie, sapnięcie tudzież inny odgłos wbija się w moją głowę i rozsadza mi czaszkę. Bycie na wietnamskiej ulicy sprawia mi fizyczny ból! Natomiast lokalsom najwyraźniej wręcz przeciwnie - dźwięki dają komfort, to cisza ich przeraża. Sam już język świadczy o miłości do decybeli - krótkie, urywane sylaby, kończące się samogłoskami - aż się prosi o wyrzucanie ich z siebie z
impetem i na najwyższym tonie. Z zadowoleniem i zapałem wypełniają świat wokół siebie cała gamą decybeli - muzyka na pełny regulator od 4 rano, karaoke 24/7 no i przede wszystkim ulubioną zabawą - trąbienie, z fantazja i jak najdłużej i głośniej się da. czasami myślę, że łatwiej by mi się tu żyło, gdybym była głucha ! :)
